WRÓĆ DO SPISU WYPRAW
Szlaki kajakowe Gór Świętokrzyskich: Kamionka i Kamienna


Głos ma Marek Mazur:
    Przyznaję się, że do ostatniego weekendu pływałem po peryferiach Kielecczyzny (dla przewodnika świętokrzyskiego starego chowu - byłego województwa kieleckiego). Pływałem Pilicą, Wisłą, Radomką z Szabasówką, Drzewiczką i Nidą od Akwizgranu.
   Za namową aktualnego Prezesa SKPŚ wybrałem się na poznawanie nowych tras kajakowych regionu. Naczelny Wiosła polecił nam na niedzielę Krasną, dopływ Czarnej Koneckiej, tylko 3 godziny płynięcia z Krasnej do ujścia - powiedział. Z kolei ja namówiłem obu pływających kieleckich kajakarzy (Adama i Grzechotnika) na sobotnie pływanie Kamionką i Kamienną.
    Na sobotę zaplanowałem odcinek z Suchedniowa do Wąchocka, ale koledzy zaproponowali korektę. Zasugerowali spłynięcie od jakiejś rzeczki przecinającej E7 przed Ostojowem, którą wypatrzyli jadąc na spotkanie. Zakończenie zaproponowali w Marcinkowie przed Wąchockiem, tak, aby skończyć około 15-tej, gdyż Grzechotnik się śpieszył, a Adam zaprosił gości. Pomyślałem sobie, że trzeba będzie się nieźle sprężać, bo to już godzina 10-ta, a trzeba rozstawić samochody, no i trasa dziewicza, długa na około 25 km.
    Sprzęt mieliśmy różnorodny: ja standardowe Diablo, Grzechotnik Calabrię, zaś Adam biało-pomarańczowy kajak typu sit-on-top.
    Sprawdziliśmy trasę na mapie i ruszyliśmy w drogę. Od razu zauważyliśmy, że jesteśmy w górach, bo 50m za startem był metrowy prożek, a rzeka miała wyraźny spadek. Pojawiły się krzaki i zwalone drzewa, no i oczywiście pierwsze poważne zwałkowe kłopoty. Sit-on-top wymagał przeciągania brzegiem. Następny, łąkowy odcinek Osieńca tuż przed ujściem do Kamionki, miał najwyżej 1,5 m szerokości.
    Po wpłynięciu na Kamionkę z satysfakcją stwierdziliśmy, że rzeka jest szersza, spławna i utrzymuje wyraźny spadek. Płynęła w szpalerze drzew o niezwykle żywym, wiosennym kolorze liści. Spośród drzew dobiegał świergot ptaków, a Grzechotnik zatrzymał nas, aby pokazać nam dzięcioły. Od czasu do czasu koryto urozmaicały niewielkie szumy, oraz kilka solidnych zwałek. Pierwsze moczenie górnej odzieży podczas przeciskania się pod drzewami.. Później jeszcze dwa spore progi i tak dopłynęliśmy do zbiornika retencyjnego w Suchedniowie. Podziwialiśmy tam przystań kajakową i bloki mieszkalne zlokalizowane na wzniesieniu, tuż nad zbiornikiem. I tutaj zakończyła się sielanka.
    Odcinek do zbiornika retencyjnego w Rejowie wymagał już częstej gimnastyki, czy to podczas przechodzenia ponad lub pod pniami drzew. Grzechotnik próbując wykonać w Calabrii, podpatrzoną chwilę wcześniej, technikę płynnego przepływania pod kłodą przy wychyleniu w bok, zaliczył piękną kabinę.
    Trochę dalej, spodobało się nam kilkudziesięciometrowe, kamieniste bystrze.
    I po co jeździć w Roztocze, czy na Pomorze, jak mamy tak blisko fajne rzeczki - pomyślałem sobie. Wystarczy zachęcić Adama do przeszukania swojego sąsiedztwa. Toż przepłynął w tym roku przełomem Lubrzanki.
    W trakcie rozmów okazało się, że głównym obszarem zainteresowań Grzechotnika nie są żadne kanadyjki, tylko jazda konna, taka męska, terenowa, gdzie koń reaguje na ruch głową jeźdźca. Pobierał nauki u egzotycznych mistrzów, nawet z Mongolii. Muszę przyznać, że zaimponował mi tą swoją pasją.
    Na znacznie większym zbiorniku Rejowskim gubimy Adama, prowadzącego ważną konferencję telefoniczną. Przypomniałem sobie, jak podczas zimowej Brdy, Marcin wychodził z trudnej sytuacji, tłumacząc klientowi, że właśnie prowadzi zajęcia outdoorowe.
    Poniżej zbiornika tragedia. Wody jak na lekarstwo, a na dodatek pełno ostrych kamieni. Wodujemy dopiero jakieś 300m za upustem. Na szczęście po połączeniu z drugim kanałem wody jest dosyć. Szybko dopływamy do Kamiennej i Adam, sprawdzając zegarek, zaczyna wspominać coś o przerwaniu spływu. Widząc szybki, uregulowany odcinek rzeki przed nami i mając w głowie skomplikowany dojazd do Marcinkowa, przekonuję kolegów, żeby chwycić za wiosła i płynąć do mety, bo czasowo wyjdzie na to samo.
    Toż zostało nam tylko jakieś 13 km, co można machnąć w jakąś godzinę i 40 minut, przekonuję. Nie oponują. Jednocześnie przypominam sobie sytuację z uroczystością rodzinną dwójki uczestników spływu górną Jeziorką. Byli umówieni w Otwocku na 16.00, a spływ zakończyliśmy o 19.00. Ciekawe, jak to dzisiaj wypadnie? Ja już dawno przestałem łączyć jakiekolwiek imprezy towarzyskie z eksploracją.
    Płyniemy szybko tym kanałem, od czasu do czasu, szorując ostro po kamienistych prożko-bystrzach.
    Po kilku kilometrach miła niespodzianką, Kamienna ma normalne, kręte koryto, z drzewami na brzegach i normalnymi, umiarkowanej trudności przeszkodami. Rzeka ograniczona początkowo wysokimi brzegami, rozszerza się w szeroką aleję doprowadzającą do zapory młyna przekształconego w MEW. Przepięknie wyglądają odbicia nadbrzeżnych drzew w niezmąconej wodzie rozlewisk. I ta wszechobecna od rana świeża zieleń.
    Poniżej przeważa łąkowe otoczenie rzeki. Następny, nieczynny młyn. Później jakieś zawaliskowe progi, od czasu do czasu bystrza i przemiały. Naprawdę fajny, urozmaicony odcinek.
    Śmiało można polecić Kamienną. Oglądałem w ubiegłym roku rzekę w rejonie Bałtowa. Też wygląda ciekawie. Czemu ta Kamienna nie jest uznanym szlakiem? Widzę tutaj trochę pracy dla Adama. W końcu to jego region.
    W Marcinkowie zebraliśmy się coś koło godziny 19.00.
    Nie poruszałem z Adamem drażliwych tematów, ale najwyraźniej zdążył przynajmniej na desery, bo następnego dnia pomierzył trasę (28 km, 8 godzin), znalazł nazwę Osielca przesłał link do zdjęć i napisał: Ja jestem w każdym bądź razie zadowolony z płynięcia. Rozmawiałem dziś z Grzechotnikiem i też nie narzekał :-). Nawet rozmawialiśmy już o kolejnych tematach - m.in. Czarnej Staszowskiej.
    Krótko mówiąc, zaskoczył.


Pamiętaj - powiększaj zdjęcia klikając na nie
WRÓĆ DO SPISU WYPRAW